TYDZIEŃ 32

Samotność
zamiast rodzinnego szczęścia
ulatującego wraz z czerwonym balonem
w niebo
które będzie nas przenikać swym błękitem
będąc chmurą
końcem drogi
rozbłyskiem dającym cień
ostatecznie stając się
sacrum
wspomnieniem
dziecka

TYDZIEŃ 31

Czasem dłońmi patrząc
Widzimy rodzinę
Lub swoją twarz
Źrenicą oka
Dostrzegając drogę spadających Perseid
Będącą wspomnieniem
Zachodzącego słońca
Świata skąpanego w kolorach

TYDZIEŃ 30

Melancholie wieczorne
Przez dłuuugi czas
Przędą nitkę wspomnień
W surrealnym świecie
Dotykając
Nie tylko lustra wody
Pocałunek zamieniają w taniec
A sukienkę w jakiś strój
I tylko zwierzęta w naturze
Ukryte o zachodzie słońca
Obserwuje cała rodzina

TYDZIEŃ 29

Dziękuję że patrzysz na mnie każdego dnia
Dziękuję za wszystkie swe oblicza
Skrywane w różnych portretach
Z codziennością w tle
Dziękuję za linie które sprawiają
Że jestem dla Ciebie jedyny
Dziękuję że nauczyłeś mnie patrzeć przez szkoło
Czasem dając mądrość mędrca
Dziękuję za każdy darowany świt
Dziękuję za wino słodycze i taniec
Za klawiatury dotknięcie
Za cichość przyrody i miasta zgiełk
Za tych których cichą obecność znaczą ślady łap
Za stare przedmioty
I tylko proszę…
Gdy wzejdzie księżyc życia
Pozwól mi być z nią

TYDZIEŃ 28

Piękna jak kwiat
Najeżona kolcami zdolnymi zadać ból
Innym i sobie
Łączy piękno natury i ludzkich rąk
Wlewając zamiast wina wodę do kielicha
Stawia świat na głowie
W oczekiwaniu na Kany cud

TYDZIEŃ 27

W świecie, który dostrzegamy nie wprost
Obserwują nas ukryte zwierzęta
A drewno staje się schronieniem nie tylko dla nich
W mieście
W dzień i w nocy
W makroświecie własnych religii
Szukamy wytchnienia w zwykłych słowach
W codziennej kawie
W mrówkach liter
Przebiegających po kartkach książki

TYDZIEŃ 26

Życie
które zrodzone jest z miłości i lędźwi
zaklęte w rozrzuconych fotografiach
nieraz ma smak cierpkiego owocu cytryny
oczarowuje codziennością zwykłych czynności
gdy nierealne wydaje się odnalezienie siebie
nawet gdy zrzucimy maskę
i stworzymy prawdziwy portret
samych siebie

TYDZIEŃ 25

Kryształowy róg zwalistego nosorożca
Rzuca cień dziewczynki
Uśmiechając się do księżyca
Chwilę po tym jak słońce
Położyło cieniem nie tylko ludzi
Ostatkiem sił tworząc obraz przez szkło
Gdy w rodzinie
Nie zawsze dzieci patrzą
W tę samą stronę co dorośli
Rozmyślamy jak powstać
Z popiołu codzienności

TYDZIEŃ 24

Piękny ciała akt
Przysłaniamy woalem
Chronimy przed wzrokiem
Innych
Jak przed deszczem chroni nas
Parasol lub szyba
Jak przed nieuchronną starością ciała
Ruch rozmazujący czas
A przed ogniem zła
Krzyż
Nawet ten zapomniany

TYDZIEŃ 23

Między świtem a zmierzchem
Między skansenowską naturą życia a smugą
Rozmazaną na niebie przez pędzel komina
W przemysłu krajobrazie
Przeżywamy życie smakując je tańcem
Zaklinając świętość istnienia
Walcząc z pokusami
Wijąc się
Między życiem i śmiercią